OPINIE: Gabriel Cyrulik o wyborach do PE i przebiegu kampanii PDF Print E-mail
Written by Łukasz Cieniak   
Monday, 30 November 2009 14:24

MP: Jakie jest znaczenie wyborów do Parlamentu Europejskiego dla krajowej sceny politycznej?

Gabriel Cyrulik: Odpowiadając na to pytanie należy wziąć pod uwagę aktualny układ parlamentarny w Polsce i nadchodzący kalendarz wyborczy w najbliższych latach. W bieżącej kadencji 2007 – 2011 władzę sprawuje w kraju koalicja PO – PSL, a twardą opozycję tworzy PiS, uzupełniany obecnością w Sejmie SLD. Od 2005 roku utrwalił się podział na dwie główne partie polityczne: PO i PiS, antagonizujące konfliktem między sobą życie publiczne. Obydwie formacje tworzą największe kluby parlamentarne i posiadają potężne zaplecze stałego poparcia obywateli na poziomie powyżej 20%. Chociaż dzisiaj PO jest absolutnym hegemonem posiadającym sondażowy elektorat na poziomie powyżej 50% poparcia, a natomiast PiS znajduje się w defensywie starając się utrzymać wyniki poparcia na poziomie wyników parlamentarnych z 2007 roku.

Nie wnikając w zawiłości programowe i różnice personalno – ideologiczne to nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego będą dla tych partii sprawdzianem własnego poparcia politycznego i testem przed nadchodzącym cyklem wyborów w kraju. Dla rządzącej PO i opozycyjnego PiS głównym polem boju politycznego będą wybory prezydenckie w 2010 roku i wybory parlamentarne w 2011, uzupełnione istotnymi dla zaplecza partyjnego wyborami samorządowymi. Ich wyniki mogą przewartościować znaczenie obydwóch formacji i rolę dotychczasowych liderów politycznych. Przecież aktualne starcie polityczne jest rozgrywane głównie na personalnej płaszczyźnie walki „tytanów” trwającego od 2005 roku, czyli pojedynku Donalda Tuska z braćmi Kaczyńskimi. Odbicie Pałacu Prezydenckiego z rąk Lecha Kaczyńskiego jest głównym celem Tuska, a dla braci Kaczyńskich poza utrzymaniem prezydentury celem jest rewanż wyborczy za przegraną w 2007 roku, który to uzyskany wynik może rozstrzygnąć o politycznej roli Jarosława Kaczyńskiego w przyszłości. Dla tych ugrupowań uzyskane wyniki do PE będą odzwierciedleniem roli w kraju i w tym kontekście w trudniejszej sytuacji będzie PO, bo przecież znacząco niższy wynik od aktualnych sondaży sięgających 50% poparcia będzie udowodnieniem niereprezentatywności tychże badań. Takich rozterek nie ma PiS, bo nawet gorszy wynik niż osiągnięty w wyborach do Sejmu 2005 - 2007 nie będzie miał rozmiarów klęski politycznej w kontekście wydarzeń wyborczych 2010 – 2011.W innej sytuacji znajdują się pozostałe ugrupowania parlamentarne, trwający niezmiennie w Sejmie PSL i szukające nowej tożsamości SLD, pamiętające o swojej kilkunastoletniej supremacji w krajowej polityce w okresie 1993 – 2005. Dla tych partii udział w wyborach europejskich będzie ważnym wydarzeniem z punktu potwierdzenia swojej roli w polityce.Dla PSL każdy wynik powyżej 5% będzie potwierdzeniem samodzielności w koalicji z PO i świadectwem niezmiennego istnienia w cyklu wyborczym w kraju. W tym kontekście nie ma znaczenia jaki zostanie osiągnięty wynik, lecz istotne będzie przekroczenie samego progu wyborczego i udział w podziale euromandatów w kraju.Ważniejsze znaczenie będą miały czerwcowe wybory dla SLD, które przecież pamięta, że w wyniku wyborów w 2004 roku na lewicy zaistniały inne formacje lewicowe, z którymi do dnia dzisiejszego rywalizuje, jak i próbowało współpracować. Dla SLD w tym wypadku zadawalający będzie każdy wynik powyżej 5%, a bliżej 10% kiedy to progu wyborczego nie przekroczy żadna inna inicjatywa lewicowa i centrowa. Na pewno w tej przestrzeni politycznej za przykładem 2004 roku będą chciały zaistnieć inne ugrupowania polityczne i inicjatywy wyborcze, lecz w tym roku nie zachodzi żadna analogia pozwalająca na snucie takich przypuszczeń. Partia rządząca się nie rozpada, partie prawicowe w przededniu wyborów prezydenckich zwarły szeregi, a dokonane  wyłomy w PiS lub na prawo od niego nie wpłyną na wyniki wyborów do PE.
Dlatego wybory do PE będą rokiem stabilizacji sceny politycznej w Polsce, a każdy inny wynik niż w przybliżeniu odpowiadający wynikom wyborów parlamentarnych z 2007 roku trzeba będzie uznać za dużą niespodziankę. Nawet jednak w wypadku wejścia do PE kilkuosobowej reprezentacji politycznej innego komitetu wyborczego niż dzisiaj reprezentowanego w Sejmie, to taki sukces wcale nie wróży takiej inicjatywie dłuższego bytu na polskiej scenie politycznego, a jedynym efektem będzie „synekura” dla wybranych europosłów. Tylko w tej kategorii można np oceniać inicjatywę Pawła Piskorskiego czy polityczne „wygibasy” sierot po SDPL, szukających nowej formuły reelekcji do Brukseli.

MP: Jakiej frekwencji wyborczej możemy się spodziewać  w wyborach 7 czerwca 2009?

Gabriel Cyrulik: Na pewno wyższej niż w wyborach z czerwca 2004 roku, kiedy niechęć do całej klasy politycznej i „nowość” wyborów do PE zdeterminowała o niskiej 20% frekwencji. Ostatnie lata pokazały jak ówczesne analizy na podstawie wyników dla formacji politycznych na podstawie tamtejszej frekwencji mocno odbiegały od faktycznych realiów w okresie 2005 – 2007.Myśląc o spodziewanej frekwencji nie można też się kierować znaczącym przyrostem frekwencji wyborczej w 2007 roku. Jednak na pewno PO będzie próbowała przywrócić atmosferę strachu przed „dyktaturą” PiS, lecz pewnych klimatów w sytuacji partii rządzącej nie da się powielić.Dlatego w czerwcowych wyborach, niezależnie od nasilenia propagandy walki PO – PiS weźmie udział około 30% wyborców. Czynnikiem determinującym będzie mobilizacja elektoratu w dużych ośrodkach miejskich przez PO, a z drugiej strony dyscyplina elektoratu powiatowego PiS, który raczej regularnie uczestniczy w wyborach. Podejrzewam, że głównym elementem zachęty obywateli do udziału w wyborach nie będą kwestie kryzysu gospodarczego, Traktatu Lizbońskiego czy spór o euro, lecz tzw. walka o dusze Polaków pt. „zwalczamy obciach”. Nie przypadkiem od pewnego czasu stratedzy PO i niektórzy „europejscy” publicyści snują opowieści o modernizacyjnej roli PO i „obciachowym” PiS. O tym jednak w punkcie dotyczącym przebiegu kampanii wyborczej. 
Reasumując, należy uznać, że dużym sukcesem będzie każda frekwencja powyżej 30%, a za odpowiadającą stopniowi zaangażowania obywateli w naszym kraju w sprawy publiczne w przedziale około 25 – 30%.

MP: Czy wybory do PE to szansa dla mniejszych partii politycznych?

Gabriel Cyrulik: Wbrew przewidywaniom licznych publicystów i zainteresowanych polityków snujących różnorodne inicjatywy polityczne aktualne wybory do PE nie są żadną szansą dla małych partii politycznych.Pierwszym wielkim hamulcem instrumentalnym jest ordynacja wyborcza i sposób liczenia głosów. Ograniczenia progu 5% skutecznie zamyka drogę wielu nowym i mniejszym inicjatywom politycznym, jak również sposób liczenia głosów systemem d’Hondta w skali całego z podziałem mandatów na okręgi wyborcze decyduje o zmniejszeniu szans takich konitetów wyborczych, nawet w wypadku przekroczenia progu 5%. Aktualna sytuacja polityczna i dominujący konflikt między PO  a PiS będzie osią kampanii do PE. Małe ugrupowania polityczne i nowe inicjatywy polityczne dystansujące się od tego konfliktu nie mają pola dyskusji z wyborcami, słabo zorientowanymi w tematyce europejskiej.Upraszczając trudno się spodziewać mobilizacji elektoratu eurosceptycznego przez ugrupowanie Marka Jurka, czy nową inicjatywę Libertas Dencana Ganleya w sytuacji kiedy ten elektorat na razie ścisle jest związany z linią polityczną PiS. Tutaj do kampanii prezydenckiej w 2010 nie należy się spodziewać żadnej zmiany. Natomiast skrajnie wrogi elektorat antyeuropejski i socjologicznie populistyczny skutecznie przejęty przez LPR w 2004 roku w ciągu mijających 5 lat praktycznie się rozpłynął. Unia Europejska nie okazała się taka groźna, a jeszcze dopłaca ubogim rolnikom, obawiających się wcześniej integracji europejskiej. Kwestie wartości europejskich i chrześcijańskich, które będą podnoszone przez potencjalne komitety wyborcze będą w tegorocznej kampanii dla wyborców drugorzędne wobec przejęcie tej frazeologii przez PiS przy poparciu toruńskiej rozgłośni Radio „Maryja”.  Model ordynacji wyborczej nie sprzyja również prawicowym liderom, ponieważ ich potencjalne mateczniki we wschodniej i południowej Polsce nie dość że są szańcami PiS, to w systemie liczenia głosów w skali kraju mają najmniejszy potencjał demograficzny w stosunku do największych okręgów wyborczych decydujących o podziale mandatów z korzyścią dla komitetów osiągających dobre wyniki w dużych i licznych województwach. Bonus demograficzny wzmocniony rozpoznawalnymi twarzami w okręgach wielkomiejskich pozwolił w 2004 roku na okrzyczenie sukcesu Unii Wolności i Socjaldemokracji Polskiej. Czas pokazał, że był to chwilowy sukces wynikający z ówczesnej dekompozycji sceny politycznej. W bieżącym roku ten model nie wypali, ponieważ potencjalni liderzy zblakli, szyldy partyjne obiły się w przegranych kampaniach 2005 i 2007 i nawet w miarę przyzwoite wyniki lewicowo – demokratycznych polityków w metropoliach nie pomogą w osiągnięciu progu wyborczego. Los polityków Unii Wolności w ramach LiD jest tego żywym dowodem. Natomiast trudno się spodziewać ożywczych idei od lewicowych eurodeputowanych, którzy mają poprowadzić do boju nowe inicjatywy lewicowe w alternatywie do SLD. Czym mają przekonać wyborców – zapomnianą przeszłością rządową w latach 90 – tych, czy może skuteczną pracą w Parlamencie Europejskim w kończącej się kadencji. Odpowiedź jest jednoznaczna – żadna mała inicjatywa polityczna nie rozbije aktualnego układu politycznego w kraju. Los eurodeputowanych będzie obojętny Polakom, a ich negatywny wizerunek wzmocniony tabloidalnymi przekazami o brukselskiej synekurze wybrańców narodu.

MP: Czy wybory do PE w 2009 roku zdominują czołowe partie z parlamentu – PO i PiS?

Gabriel Cyrulik: Tak, ponieważ sama ordynacja wyborcza i związany z nią system liczenia głosów faworyzuje z góry obydwa ugrupowania polityczne, jeśli osiągną wyraźną kilkunastopunktową różnicę w wyniku nad SLD, PSL i innymi komitetami wyborczymi.

Wystarczy przytoczyć szacunkowy podział mandatów do PE wg wyników do Sejmu z października 2007 roku:

•    PO: 41,51% - 23 mandaty
•    PiS: 32,11% - 17 mandatów
•    SLD (LiD): 13,15% - 7 mandatów
•    PSL: 8,91% - 3 mandaty


Tendencję kumulacji mandatów w rękach PO i PiS potwierdzają również symulacje na podstawie sondaży opinii poparcia partii politycznych przy uwzględnieniu 30% frekwencji: 
1. Wariant A:
•     PO: 45% - 26 mandatów
•    PiS: 30% - 17 mandatów
•    SLD: 10% - 5 mandatów
•    PSL: 7% - 3 mandatów


2. Wariant B:
•    PO: 40% - 23 mandaty
•    PiS: 30% - 18 mandatów
•    SLD: 10% - 6 mandatów
•    PSL: 7% - 3 mandaty

Natomiast korzystne dla PO sondaże z końcówki 2008 roku jeszcze bardziej powiększają hegemonię tej partii w potencjalnym podziale mandatów do PE: 

3. Wariant C: /oparty na ostatnim sondażu PBS z 9.11.2008 r.

•    PO: 52% - 30 mandatów
•    PiS: 26% - 14 mandatów
•    PSL: 7% - 4 mandaty
•     SLD: 6% - 2 mandaty

Na osiągnięcie ostatecznych wyników wymierny wpływ będzie miała frekwencja wyborcza, realne sondaże poparcia wyborcze i rozwój sytuacji w naszym kraju w ciągu najbliższego półrocza poprzedzającego wybory do PE.Jednak niewątpliwie bardzo istotny wpływ będzie miała obowiązująca ordynacja wyborcza i wynikający z niej sposób podziału mandatów w oparciu o zsumowane wyniki okręgów wyborczych w skali kraju./ art. 129 ordynacji/. Przyjęty w ordynacji współczynnik demograficzny przy faktycznym podziale mandatów ulegnie zmianie ze względów na frekwencję wyborczą w danym okręgu wyborczym oraz wyniki komitetów wyborczych w poszczególnych okręgach. Bezwzględnie czynnikiem determinującym o ostatecznym wyniku komitetów wyborczych będzie frekwencja wyborcza i wynik w największych okręgach wyborczych w kraju: 

•    okręg nr 11 – woj. Śląskie: 3,755 mln uprawnionych wyborców;
•     okręg nr 10 – woj. Małopolskie i świętokrzyskie: 3,528 mln uprawnionych wyborców;
•    okręg nr 12 – woj. Dolnośląskie i opolskie: 3,148 mln uprawnionych wyborców;


Również ważne, szczególnie dla PO i inicjatyw lewicowych będą osiągnięte wyniki w podzielonym na dwa okręgi Mazowszu, z których strategiczne znaczenie będzie miał wynik w okręgu warszawskim:- okręg nr 4, czyli Warszawa z okolicznymi powiatami, tzw. Warszawa I i II co daje w sumie: 2,323 mln wyborców.

Wnioski są oczywiste: Im wyższy wynik PO to tym większa szansa na osiągnięcie 30 mandatów.PiS w wypadku zdobycia powyżej 30% głosów w skali kraju jest w stanie zdobyć około 20 mandatów, niwelując różnicę do PO do około 3 – 4 mandatów, przy założeniu, że PO utrzyma korzystny poziom poparcia powyżej 40%.Utrzymanie przez PiS poparcia wyborców na poziomie 25 – 30% wyniku wyborczego gwarantuje około 17 – 20 mandatów przy założeniu, że nie traci do PO ponad 10% głosów w skali całego kraju. Biorąc pod uwagę zawyżone wyniki sondaży dla PO, a nieco zaniżone dla PiS i prawdopodobnie dla PSL /w mniejszej skali/, to urealnione wyniki wyborów mogą być zbliżone do wariantu A i B symulacji.Bezwzględnie przyjęta ordynacja sprzyja dzisiaj PO i PiS, które powinny między sobą podzielić co najmniej 80% wszystkich z 50 mandatów. O różnicy między nimi nie zdecydują indywidualne wyniki liderów list wyborczych w poszczególnych okręgach, lecz wyniki osiągnięte w największych okręgach wyborczych, które ostatecznie wpłyną na podział mandatów z korzyścią dla europosłów z tych okręgów, a kosztem kandydatów z mniejszych województw których dobry wynik może mieć mniejszą siłę demograficzną niż głosy kandydatów z dużych okręgów z przeciętnym wynikiem wyborczym.Jednak opowieść o tajnikach systemu głosowania wymaga większego formatu i innego tematu. Już ta wypowiedź przekracza ramy standardowej odpowiedzi.

MP: W poprzednich wyborach do PE wygrała Platforma Obywatelska – 24 %, dalej LPR – 15 %, PiS 12 %, Samoobrona 10% i SLD-UP 9 % -- czy tegoroczne wybory do PE to szansa na wskrzeszenie partii takich jak LPR, Samoobrona, SLD?

Gabriel Cyrulik: Reanimacja LPR i Samoobrony jest dzisiaj mało prawdopodobna. Żywot partii populistycznych jest w Europie dość krótki, ponieważ obawy wyborców wobec UE są       z reguły koniukturalne i szybko zamieniają się w roszczenia natury socjalno – popuilistycznej wobec własnych rządów. Kampania antueuropejska została przeprowadzona i zużyta w 2004 roku przez LPR i Samoobronę i żadne z tych haseł nie zostało potwierdzone w ostatnim 5 – leciu. Natomiast dopłaty unijne dla rolników, relatywny wzrost życia Polaków nawet w grupie najuboższych Polaków, chociaż najniższy w stosunku do pozostałych grup społecznych w kraju, powoduje, że partie antyeuropejskie straciły główny oręż. Natomiast dzisiaj obrońcą polskiej tożsamości jest PiS i Prezydent Lech Kaczyński, wystarczy przypomnieść sobie ubiegłoroczne orędzie do narodu z wyrysowaną mapą Europy z granicami z 1939 roku.Również LPR i Samoobrona jako przysłowiowe „przystawki” zostały zużyte przez władzę czego dowodem są ich wyniki z 2007 roku i widoczna do dziś trauma polityczna. Natomiast główne źródło europejskich partii populistycznych, czyli lęk przed imigracją i częściową związanią z nią przestępczością jest w Polsce zjawiskiem nieznanym.Model integracji europejskiej i sposób podejmowania decyzji w UE są jeszcze dla Polaków tematami abstrakcyjnymi i trudno się spodziewać mobilizacji wyborców wokół idei Ganleya czy nawet przykładu francuskiego odrzucenia konstytucji europejskiej przez obywateli w referendum w 2005 roku. 
Pytanie o SLD wydaje się być fałszywie postawione, ponieważ nie ma paraleli między tą partią a losem LPR i Samoobrony. SLD nie jest partią okresową, lecz stabilną formacją polityczną w kraju znajdującą się w kryzysie ideowym oraz programowym. Od 10% wyniku z 2004 roku utrzymuje jednak stabilne poparcie wyborców, którzy w polityce krajowej odrzucili lewicowe alternatywy Marka Borowskiego czy Partii Demokratycznej.
Na pewno dla SLD, o czym już wyżej napisałem, oprócz bezpośredniego wyniku ważny będzie los potencjalnej konkurencji na lewicy. Niezależnie od osiągniętego wyniku, w wypadku przekroczenia 10% będącego sukcesem tej formacji, to kampania do PE nie zakończy wewnętrznych problemów SLD. Dopiero kampania prezydencka w 2010 i jeszcze ważniejsze wybory parlamentarne w 2011 będą odpowiedzią czy SLD może być polityczną alternatywą dla zmęczonego ustawicznym konfliktem między PO – PiS wyborcy w kraju.

MP: Jak będzie wyglądała kampania wyborcza w wyborach do PE w Polsce?

Gabriel Cyrulik: Głównie będzie polem konfrontacji między PO a PiS. Jak już napisałem wyżej głównym tematem nie będą kwestie programowe związane z funkcjonowaniem Unii Europejskiej i innymi zagadnieniami europejskimi. Osią kampanii wyborczej między marketingowy pojedynek między „modernizacyjną” PO a „obciachowym” PiS, który już dzisiaj generują w mediach stratedzy polityczni PO. Dla podtrzymania mobilizacji społecznej ważne dla PO, jako partii władzy od prawie dwóch lat, będzie utrzymanie klimatu wrogości do PiS. Skoro rzekome zagrożenia dla demokracji ze strony PiS już minęło, to trzeba w nowej narracji społecznej przestraszyć Polaków europejskim blamażem jaki będzie grozić naszemu państwu ze strony europosłów PiS. Metody są znane – sposób przedstawiania europejskich wizyt Prezedenta Lecha Kaczyńskiego. Dla takiej kampanii wyborczej kwestia strategii lizbońskiej, powiększenia uprawnień dla Parlamentu Europejskiej czy nawet spór o termin wprowadzenia euro w Polsce będą tylko teatralnym rekwizytem dla marketingowej walki o nastroje opinii publicznej wyborców w walce o bycie „lepszym” Europejczykiem.Każda ze stron będzie miała swoje argumenty i szańce, w postaci sprzyjających PO mediów, a PiS ideologiczne wsparcie ze strony Radia Maryi kierowanego przez Ojca Rydzyka.
W pewnym sensie będzie to spór między Polską „wielkomiejską” a Polską „powiatową”, będący wprowadzeniem do głównego dania, czyli starcia Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska o prezydenturę w 2010 roku i boju o rząd między PO a PiS w 2011 roku.

W cieniu tego boju zginie kampania wyborcza SLD, której pro – europejskie przesłanie zintegrowane z ogólnoeuropejską kampanią partii socjaldemokratycznych będzie mało czytelnym przekazem dla socjalnego wyborcy lewicy. Tylko przywiązanie do loga i ilość lewicowych alternatyw zdecyduje o wyniku SLD.

Trudno coś powiedzieć o profilu kampanii PSL, lecz ta bezbarwność jest jednocześnie atutem tej formacji dbającej o utrzymanie stabilnego poparcia, zwłaszcza w tradycyjnie sprzyjającym ludowcom Mazowszu, ziemii płockiej, części Wielkopolski oraz w woj. lubelskim i podkarpackim.

Znacznym ograniczeniem wpływającym na jakość kampanii wyborczej będzie brak refundacji kosztów kampanii wyborczej dla partii politycznych. Dlatego ze strony PO i PiS należy się spodziewać kontrolowania wydatków dostosowanych do maksymalnego corocznego pułapu subwencji dla tych formacji. Podobnie, czyli oszczędnie, zachowają się inne formacje polityczne. Poprzednie wybory pokazały jakim kapitałem wizerunkowym w poszczególnych województwach dysponują kandydaci z tamtych regionów, np na Śląsku prof. Jerzy Buzek. Jednak można też w ramach obydwóch ugrupowań wskazać eurodeputowanych bazujących na zasobach socjologicznych partii i to poziom poparcia w sondażach zdecyduje o jakości kampanii wyborczej w danym regionie kraju. Co mądrzejsi kandydaci z PiS i PO startujący z dużych okręgów wyborczych wiedzą, że sama wysoka pozycja na liście wystarczy do zdobycia bez żadnego wysiłku upragnionego mandatu, nawet jeśli kandydat z innego mniejszego okręgu uzyska indywidualnie lepszy wynik bezpośredni. Tak to suma wielu składników zdecyduje o przebiegu kampanii wyborczej, podporządkowanej politycznej rywalizacji PO i PiS będącej wstępem do krajowego maratonu wyborczego w latach 2010 i 2011. 

Gabriel Cyrulik, lat 35, absolwent historii na Uniwersytecie Wrocławskim, z wykształcenia nauczyciel historii i Wiedzy o Społeczeństwie. Należy do PiS od 2001 r., współpracownik rybnickiego posła PiS Bolesława Piechy, zaangażowany w prowadzenie kampanii wyborczych PiS w okręgu rybnickim w latach 2005 – 2007.