Prakseologia w polityce. Realia pod makijażem PDF Print E-mail
Written by Izabela Cieniak (Żylińska)   
Monday, 30 November 2009 14:15

Zgodnie z tym, że znaczenie słowa „minister” wywodzi się od słowa „sługa”, a nie „władca”, to powinien on pełnić swą funkcję jako funkcję usługową w stosunku do społeczeństwa, na jego rzecz. Proszę zwrócić uwagę, że ci którzy tak postępowali wygrywali w pierwszym terminie, w pierwszej turze w wyborach samorządowych. Chciałbym tu przypomnieć o działalności politycznej jako o slużbie publicznej.

 

Z prof. dr. hab. WOJCIECHEM GASPARSKIM

z Centrum Etyki Biznesu Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzaniaim. Leona Koźmińskiego w Warszawieoraz Instytutu Filozofii i Socjologii PAN

rozmawia Izabela Żylińska

redaktor portalu www.marketingpolityczny.com

Panie Profesorze, przez wiele lat kierował Pan Zakładem Prakseologii Polskiej Akademii Nauk. Nie powinno, ale może się zdarzyć, iż nie wszyscy decydenci rozumieją termin prakseologia.

Prakseologia to teoria działania. Od greckiego „práksis” - działanie. W Polsce prakseologię zainicjował i rozwinął prof. Tadeusz Kotarbiński. W 2006 roku, który był rokiem Kotarbińskiego zgodnie z uchwałą Prezydium PAN, obchodziliśmy 120 rocznicę jego urodzin i 25 rocznice jego śmierci.

Jak opisałby Pan prakseologię w polityce?


Prakseologia rozpatruje działanie w kategoriach sprawności. Można ją odnieść do wszelkiego rodzaju aktywności człowieka, poprzez analizowanie sprawności działania. Sprawność to efektywność (skuteczność) działania, czyli stopień osiągnięcia zamierzonego celu i ekonomiczność, czyli stopień poniesienia nakładów związanych z jego realizacją; łącznie stanowią one tzw. „podwójne E”. Prakseologia interesuje się doborem środków do celu. Jednak same kryteria prakseologiczne nie są kryteriami wystarczającymi. Podwójne „E” – „efektywność” i „ekonomiczność”, mówią tylko o kategoriach sprawności. Ograniczenie się jedynie do sprawności stanowiłoby pominięcie przyzwolenia członków społeczeństwa, w którym żyjemy, na podejmowane przez nas działania. Ludzie tworzący społeczeństwo określają na co udzielają przyzwolenia. Jakie cele aprobują i jakie aprobują środki stosowane do realizacji tych celów. W związku z tym do „podwójnego E” dołącza się trzecie, które związane jest z etycznością działań. Łącznie więc mówi się o „potrójnym E”: efektywności, ekonomiczności i etyczności. Za Tadeuszem Kotarbińskim powiada się, że działanie sprawne podejmowane w godziwym celu, to działanie dzielne.

Czy prakseologia jest umiejętnie wykorzystywana w polityce?

Z tym różnie bywa. Metaforycznie można powiedzieć rzecz następującą – czy my wszyscy nauczeni jak mówić i pisać, mówimy i piszemy poprawnie, czy też robimy błędy? Tak, robimy błędy! Stylistyczne, ortograficzne i inne. Czasami używamy złych słów, bo zapominamy o ich prawidłowym znaczeniu. Im mniej błędów robimy wypowiadając się, tym lepiej jesteśmy rozumiani przez innych. Korzystanie z języka, a więc mówienie, pisanie, jest jednym z rodzajów działań. Można zatem powiedzieć, że w innych rodzajach działań mamy swego rodzaju ortografię działań, jakąś prawidłowość z tym związaną, można byłoby ją nazwać ortoaksją. Dlatego też prakseologię nazywa się metaforycznie gramatyką działania, gramatyką czynu. Reasumując: jedni wykorzystują prakseologię lepiej, drudzy czynią to gorzej. Ci drudzy popełniają tzw. błędy praktyczne, o których pisali Tadeusz Kotarbiński, Jan Zieleniewski i Tadeusz Pszczołowski. Przykładowo, wielu myli znaczenie przymiotnika „spolegliwy” wprowadzonego przez Kotarbińskiego na oznaczenie osoby, na której można polegać, gdyż jest godnym zaufania opiekunem. Błąd polega na utożsamianiu przez niektórych polityków spolegliwości z uległością. A przecież „spolegliwym jest człowiek dzielny, odważny, zapewniający opiekę słabszym. Dobrze byłoby, żeby takimi byli politycy. Filozofia nie dostarcza bezcennych rezultatów”, pisał Kotarbiński, „to jej studiowanie jest bezcenne”. Otóż wydaje się, że wielu polityków za dużo mówi, a za mało czyta i studiuje, tego, co czytać warto i czego uczyć się należy.

Jak polscy politycy stosują zasady prakseologii?

Różni różnie. Nawet ci sami politycy w różnych sytuacjach mogą postępować niejednakowo. Także nam może się zdarzyć, że list do kolegi czy znajomego napiszemy poprawnie, a jakąś notatkę, pismo służbowe czy artykuł oddamy z dużą liczbą błędów. Prakseologia - tak jak ortografia - ocenia poprawność konkretnego zdania, konkretnej wypowiedzi - ocenia konkretne działania, pasma i sploty działań. Inną sprawą jest jak ludzie oceniają postępowanie polityków. Co chwilę przeprowadzane są sondaże, badania, ich wyniki nie są ocenami wysokimi. Wiąże się to z pewną istotną kwestią, a mianowicie z zaufaniem. Otóż wydaje się, że podstawowym niedostatkiem nie tylko sfery politycznej, ale w ogóle życia społecznego w Polsce jest notoryczny brak zaufania ludzi wzajemnie do siebie. W porównaniu z krajami skandynawskimi, z Duńczykami w szczególności, ten brak zaufania jest rażąco niski. Z badań opublikowanych w styczniu 2007 r. wynika, że zaledwie 14% respondentów ma zaufanie do drugiego człowieka (w 2002 r. było ich 19%), w Danii zaś procent ten wynosi aż 72%. Wracając do Pani pytania o wykorzystywaniu prakseologii przez polityków i zakładając, że politycy zdają sobie sprawę z wyników przeprowadzanych sondaży uważam, że powinni oni sami dążyć do tego, aby stwarzać warunki do stopniowego podnoszenia zaufania wśród społeczeństwa poprzez dostarczanie mu dobrego przykładu.

Jaki jest Pana pogląd na temat relacji między efektywnym działaniem a moralnością w polityce?

Jeżeli nasze cele i stosowane do ich osiągnięcia środki są godziwe uważa się, że wszystko jest w porządku, bo efektywność nie służy złej sprawie. Nie jest zwykłym makiawelizmem. Natomiast, jeśli cele nie są zgodne z trzecim „E”, czyli z wymiarem nazwanym wcześniej „etycznością”, a stosowane środki znajdują się na granicy moralności (moralność krańcowa), to wówczas efektywność służy złej sprawie. Uczeń profesora Kotarbińskiego Henryk Hiż, zmarły w grudniu 2006 roku profesor Uniwersytetu w Filadelfii, pisał: „Jeśli etyka jest głosem serca, to głosem rozumu są działania natury politycznej i prawnej, które przekształcają pragnienia serca w rzeczywistość.”

Czy można mieć wątpliwość, iż etyczne postępowanie sprzyja efektywności działań?

Etyczność nie jest środkiem do uzyskania efektu. O efekt, ale nie efektywność, tylko efektowność, dbają ci, co zajmują się PR-em, czyli wizerunkiem służącym do skrywania realiów pod makijażem. Etyczność jest wymiarem pierwszego rzędu – „jeśli nie wiesz jak postępować, postępuj uczciwie”. Czyli podstawową rzeczą jest postępowanie uczciwe i dopiero w ramach postępowania uczciwego, tj. ocenianego pozytywnie w kategoriach etycznych czy moralnych, można się zastanawiać nad sprawnością działania, a więc nad jego skutecznością i ekonomicznością. Normy sprawnościowe są zasadami wtórnymi w stosunku do reguły pierwotnej, jaką jest norma etyczna. Nie ma jednak jakiejś prostej, jednoznacznej normy postępowania dla wszystkich możliwych zdarzeń i sytuacji. Trzeba myśleć, po prostu trzeba umieć analizować, intuicja jest ważna, ale nie wystarcza. Dlatego niezbędna jest wiedza z zakresu etyki. Najlepszym tego przykładem jest spór wokół Doliny Rospudy. Zderzają się tu dwie ważne i obie istotne społecznie sprawy. Jedna z nich to sprawa obwodnicy Augustowa, druga to ochrona środowiska naturalnego. Cała sztuka i umiejętność wykorzystania właśnie tych zaleceń prakseologicznych i etycznych polegać powinna na tym, żeby znaleźć rozwiązanie, które by godziło sprawę lub, które by w najmniejszym możliwym stopniu pozostawiało jakieś sprawy nierozstrzygnięte. Innymi słowy, w takich sytuacjach, o jakich mówimy, a dotyczą one rozstrzygnięć o charakterze politycznym, istotne jest szukanie kompromisu. Umiejętność zawierania kompromisu, czyli branie pod uwagę racji wszystkich stron, które są zaangażowane, ich interesów, wartości jest bardzo ważne w prowadzeniu swego rodzaju mediacji. Posłużmy się analogią ze sportu. Jeśli drużyny piłkarskie, siatkówki, hokejowe chcą zdobyć na zawodach pierwsze miejsce, złoty medal bądź puchar, to muszą one stworzyć zespół z indywidualnych graczy i same nauczyć się grać. Z drugiej strony należy pamiętać, że nie można wygrać zawodów samemu. Trzeba toczyć grę z inną drużyną, która też jest przygotowana do tego, żeby zdobyć główną nagrodę, pierwsze miejsce. Rozegrać mecz to nie znaczy zniszczyć tych drugich. Należy postępować w sposób rycerski, tzn. ja nie pokonuję tego drugiego w sensie niszczenia go, eliminowania, ale zwyciężam strzelając więcej bramek, zdobywając więcej punktów. Po prostu uprawiam grę fair. I to jest sprawa istotna w polityce. Powinniśmy poszukiwać sposobów takiego rozstrzygania rozbieżnych interesów w polityce, aby strony, które są zaangażowane w konflikt uznały, że to rozstrzygnięcie jest werdyktem jeśli nie w pełni satysfakcjonującym, to niesatysfakcjonującym w możliwie najmniejszym stopniu. W działalności gospodarczej powiada się o tych stronach zaangażowanych jako o interesariuszach, ponieważ wchodzą w grę interesy każdej ze stron. Ktoś, kto przystępuje do jakiegoś działania angażuje jakąś stawkę (dlatego Anglosasi nazywają ich stakeholders, od stake „stawka”), tj. swój czas, kapitał, umiejętności, wiedzę itd. i w związku z tym ma jakieś oczekiwania, bo chce mieć z tego jakieś korzyści niekoniecznie tylko materialne, także emocjonalne, poznawcze itd. Rzecz polega na tym, aby umieć rozpoznawać te stawki, interesy i prowadzić sprawy w taki sposób, żeby minimalizować lub przezwyciężać konflikty, godzić strony. Stąd w sprawach sądowych w coraz większym stopniu zaczyna się angażować mediatorów. Politycy powinni postępować podobnie, starać się być mediatorami, a nie generatorami konfliktów.

Dlaczego ludzie w swoich działaniach postępują nieuczciwie?

Bo idą na skróty, dlatego że jest jakieś przyzwolenie, nie ma bezpośredniej reakcji. To nie tylko jest nieuczciwe postępowanie, to są także wulgaryzmy w mowie potocznej. To, co kiedyś nie było upubliczniane, dzisiaj jest właściwie wszędzie dostępne. Wystarczy włączyć telewizor i widzi się rozmaite zdarzenia, o których się kiedyś nie wiedziało. Może tego złego nie jest więcej, więcej jest natomiast wiedzy, że takie negatywne zjawiska występują. Może jakiś człowiek patrząc na to myśli sobie, że gdy będzie nieuczciwie postępował to szybciej dojdzie do celu, będzie mu się lepiej żyło. To jest również kwestia wychowania w rodzinie, szkole, wzorów, jakich dostarczają nam liderzy życia społecznego. W szkole Koźmińskiego zwracamy na to studentom uwagę na prowadzonych wykładach z etyki i społecznej odpowiedzialności w biznesie, administracji lokalnej i publicznej, na prawie i na innych kierunkach studiów.

Kiedy politycy zaczną w swoich działaniach częściej stosować zasady etyczne, moralne?


To nie jest tak, że my możemy całą klasę polityków osądzać i mówić, że nie stosują się oni do norm etycznych. Wielu z nich bez żadnego oporu podejmuje kwestie, prowadzi działania dbając o ”trzecie E”. Czy jest jakaś negatywna selekcja do zawodu polityka, tzn. czy ludzie o pewnych skłonnościach negatywnych stają się politykami? Nie, ja bym tak nie powiedział. Zmiany zapoczątkowane przez społeczny ruch „Solidarność” najlepiej świadczą o prospołecznym nastawieniu ludzi. Obywatele angażują się w działalność samorządową, publiczną. Chciałbym tu przypomnieć o działalności politycznej jako o służbie publicznej.

Zgodnie z tym, że znaczenie słowa „minister” wywodzi się od słowa „sługa”, a nie „władca”, to powinien on pełnić swą funkcję jako funkcję usługową w stosunku do społeczeństwa, na jego rzecz. Proszę zwrócić uwagę, że ci którzy tak postępowali wygrywali w pierwszym terminie, w pierwszej turze w wyborach samorządowych. Jako przykład podam wyniki wyborów na prezydentów miast w Katowicach czy we Wrocławiu. To jest niezmiernie istotna sprawa i bardzo optymistyczna. Ważną kwestią jest zagadnienie subsydiarności – pomocniczości rozstrzygania spraw na najniższym szczeblu. Wyższa hierarchia powinna się w coś wtrącać tylko na zasadzie pomocy, gdy jakaś sprawa nie może być rozwiązana na niższym szczeblu, a nigdy nie powinna się wtrącać w działalność samorządową gminy, powiatu, miasta bez koniecznej i niezbędnej potrzeby. To jest taka wskazówka prakseologiczna. Co więcej warunkiem tego, żeby było to rzetelne i uczciwe jest sprawowanie społecznej kontroli. I właśnie tej społecznej kontroli bardzo sprzyja to, że jest ona wykonywana na niższym szczeblu. Wtedy ten, kto coś robi, jest widziany i oceniany przez ludzi na rzecz których działa. Na przykład, ważna byłaby zmiana ordynacji wyborczej na obwody jednomandatowe, gdzie wiadomo kogo się wybiera i można personalnie powiedzieć „to jest człowiek, którego ja wybrałem, który mnie reprezentuje”.

Czy zechciałby Pan przekazać naszym Czytelnikom jakieś wskazówki związane ze skutecznym wykorzystywaniem zagadnień prakseologii podczas planowania kariery politycznej?

„Prawda nie sprawia w świecie tyle dobrego, ile złego sprawiają jej pozory” pisał Francis de la Rochefoucauld w „Maksymach i rozważaniach moralnych”. Niech więc politycy nie prezentują pozorów jako prawdy.

Dziękuję za rozmowę.